Aztekowie i Majowie

W koncu moge pisac na normalnej klawiaturze. Niestety bez polskich znakow, wiec tym razem wybacz drogi czytelniku ta niedogodnosc. Po przejechaniu ponad 2100 km, odwiedzeniu kilku stanow meksykanskich (Yukatan, Quintana Roo, Tabasco i Chiapas), konczy sie etap „Jukatan”. Po odwiedzeniu kilku starozytnych miast Majow, ktore mialy rozny charakter, czas na poznanie zupelnie innej grupy plemion indianskich zamieszkujacych obecny Meksyk. Ale o tym za chwile. Wrocmy na chwile do Majow. Chcialbym pokazac Ci drogi czytelniku pewne roznice w charakterze budownictwa miast w roznych czesciach Jukatanu. Plemie zyjace na danym obszarze mialo (i ma) swoj charakterystyczny jezyk. Roznice miedzy poszczegolnymi jezykami sa tego rzedu co roznice miedzy jezykami w Europie. Co do architektury to rozni sie ona niecow zaleznosci od topografii terenu, dostepnosci materialow, wielkosci miasta itd. Cecha charakterystyczna wiekszosci miast Majow jest strzelistosc budowli swiatynnych (oczywiscie na tyle na ile pozwala owczesna technika). Znakiem rozpoznawczym sa gorojace nad miastami piramidalne swiatynie.

DSC_3958

Jedna z budowli Chichen Itza

DSC_3992

Rowniez Chichen Itza – glowny plac

DSC_4305

Zatopione w rownikowej dzungli miasto Palenque

DSC_4318DSC_4333 DSC_4338 DSC_4340 DSC_4332DSC_4353DSC_4389 DSC_4390 DSC_4402

Plemiona te bardzo lubily schody – coz, niski wzrost powoduje czasem manie wielkosci 😉

DSC_3997

DSC_4048

Palenque

DSC_4309

Rowniez Palenque

DSC_4029DSC_4033 DSC_4302 DSC_4402 DSC_4420

…i place kolumnowe.

DSC_4000DSC_4007DSC_4012DSC_4343 DSC_4347DSC_4367

Oczywiscie fragmenty miast zaszyte w lesie rownikowym, nie bedace swiatynia lub palacem, nie sa tak okazale.

DSC_4365

Ciekawe skad ten znak w kulturze Majow…

DSC_4293 DSC_4329DSC_4354 DSC_4482

W wielu lepiej zachowanych miejscach widac skomplikowane plaskorzezby zdobiace kamienne mury badz stele. To wlasnie jedna z takich rzezb, nazwana „kalendarzem Majow”, wywolala w 2012 roku niemala sensacje. Odczytano, ze kalendarz konczy sie wlasnie na tym roku, co uznano za przepowiednie konca swiata. Dla mnie bardziej prawdopodobna jest wersja:

– ej, stary! Skonczyl mi sie kamien…

+ na jakim roku?

– 2012…

+ eee to spoko. i tak juz nikt z nas nie bedzie zyl…

DSC_3964 DSC_3964 DSC_3972DSC_4039DSC_4041DSC_4042

DSC_4043DSC_4411

Jak widac ich tematyka jest rozna. Sa to legendy, bostwa, wazne wydarzenia itd.

Budowle ozdabiane sa rzezbami wzorowanymi na swiecie zwierzat i roslin.

DSC_3961 DSC_3974Wazny byl rowniez dostep do wody.

DSC_3979Opuszczam piekny i urzekajacy Jukatan. Czas ruszac w dalsza droge. Lokalnymi liniami lece do Mexico City. Poruszam sie na zachod – w kierunku terenow zamieszkiwanych przez zupelnie inne plemie. Aztekowie sa i byli plemieniem poslugujacym sie jezykiem z rodziny uto-azteckiej. Sami siebie czasem nazywali Mexica – stad nazwa Meksyk. Mieli oni przybyc z krainy Aztlán. Zaciekawiony ich historia ruszam w kierunku miasta San Juan. Niedaleko niego znajduja sie ruiny miasta Teotihuacan.

DSC_4763

Szescdziesieciometrowa swiatynia slonca

DSC_4765

Widok na droge prowadzaca do swiatyni ksiezyca (po prawej)

DSC_4811

Aztekowie najwyrazniej woleli malowidla niz rzezby

DSC_4747 DSC_4751 DSC_4756 DSC_4759DSC_4760 DSC_4767 DSC_4797 DSC_4785 DSC_4777 DSC_4775 DSC_4799 DSC_4801 DSC_4802 DSC_4807 DSC_4814 DSC_4810 DSC_4808 DSC_4815 DSC_4818

Znajduje sie ono wg moich pomiarow na wysokosci ok. 2300m. Najwyzsza piramida, jak wskazuje moj lokalizator GPS, ma ok. 60 m. Jest to plaskowyz. Jest sucho, goraco i czuje sie jak na pustyni. Nie towarzysza mi tu malpy, jaguary, pumy, iguany i te wszystkie zwierzeta, ktore widzialem lub slyszalem na Jukatanie. Dookola jedynie kaktusy. Chcac jednemu z nich zrobic zdjecie podchodze blizej. Zachwialem sie na kawalku luznej skaly i wierzchem dloni otarlem o ostre kolce. Czesc z nich zostala w skorze. Jak sie pozniej okaze nie skonczy sie na chwilowym bolu.

DSC_4838 DSC_4840

Dalej w najlepsze penetruje ruiny, gadam z indianami (na tyle na ile pozwala mi mieszanka angielskiego i hiszpanskiego, ktorego zaczalem sie uczyc z „rozmowek” w samolocie). Czuje w poklutej dloni dziwne mrowienie. Przeradza sie ono w dretwienie. Za pare godzin nie czuje dloni. Jak tylko znajduje nocleg, zaraz wkladam reke pod zimna wode i smaruje mascia antyhistaminowa. Rano wciaz czuje odretwienie, ale z kazda godzina jest coraz lepiej. Uff…

Wgłąb dżungli Majów

Wciąż nie mam ani lapka ani pożądnego neta. Wiem jednak, że niektórzy czekają na nową porcję niusów, więc siadam pod palmą z tabletem i choć to skrajnie niewygodne – piszę. Z góry przepraszam za błędy i niepełne informacje. Mógłbym napisać, że to dla zachowania spontaniczności i wrażenia pisania na gorąco, ale szanuję Twoją czytelniku inteligencję, więc staram sie nie ściemniać. Słowo skauta, że przy najbliższej sposobności wszystko uzupełnię i poprawie. Ale zaczynajmy 🙂

Majowie są i byli grupą plemion, które zamieszkiwały Jukatan, Belize, Gwatemalę i Honduras. Do dziś można znaleźć zaszyte w dżungli ruiny starożytnych miast przez nich budowanych. Poznanie ich, odkrycie, zweryfikowanie choć części legend poruszających wybraźnie jest celem tej wyprawy. Potomkowie Majów żyją do dziś. Jak sami mówią, geny się wymieszały, ale języki pozostają czyste. Indianie z różnych plemion żenią się i rozmnażają ale przyjmują język obowiązujący na danym terenie. Wyprawę zaczynam od Cancun. Przez Tulum ruszam na Meridę. Po drodze odwiedzam Chichen Itza – najlepiej zachowane ruiny na Jukatanie. Dalej przez Campeche do Palenque. Kolejne punkty podróży to Calakmul, północne Belize i Chetumal i powrót do Cancun. Pisząc ten tekst siedzę pod palmą i podsumowuję przejechane ponad 2100km.

DSC_3953

DSC_3965

Boisko do piłki nożnej

DSC_3957

Grający musieli wbić piłkę przez tą obręcz. Drużyna przegrana była zabijana i składana w ofierze. Tak, też pomyślałem o reprezentacji Polski…

Chichen Itza to starożytne miasto leżące po drodze z Tulum do Meridy. Piramida widoczna na zdjęciu służyła prawdopodobnie do celów religijnych. Należy pamiętać, że przeznaczenia wielu budowli czy znalezionych przedmiotów możemy się jedynie domyślać.

Palenque jest zaczyte w romantycznej dżungli. O przedzieraniu się przez taką właśnie dżunglę równikową marzyłem i właśnie to marzenie się spełnia 😀

DSC_4414

DSC_4448DSC_4463DSC_4423DSC_4434DSC_3986

Starożytne kółko i krzyżyk :-)

Starożytne kółko i krzyżyk 🙂

DSC_3966

Iguana

DSC_4402

Palenque – wejście do świątyni

DSC_3971DSC_4022DSC_3978DSC_4419DSC_4420

Grobowiec w Palenque

Grobowiec w Palenque

Calakmul

Calakmul

Odpoczynek i uzupełnienie płynów

Odpoczynek i uzupełnienie płynów

DSC_4482

Z początku nic w Calakmul nie zapowiadało…

...że z tej piramidy...

…że z tej piramidy…

...będzie taki widok na dżunglę =-O

…będzie taki widok na dżunglę =-O

Polska :-)

Polska i Pokorna 🙂

DSC_4551

Widoki z najwyższej piramidy w Ameryce Łacińskiej

Widoki z najwyższej piramidy w Ameryce Łacińskiej

DSC_4286

W kolejnych wpisach opowiem o zwierzętach, jakie można tu spotkać. A zebrałoby się niezłe ZOO. W dżungli nigdy nie jest cicho, a najgłośniej jest w nocy…

DSC_4301DSC_4293DSC_4074

Bienvenidos a México

Lecąc z Waszyngtonu wzdłuż wybrzeża do Atlanty i dalej nad Zatoką Meksykańską dostaliśmy się Cancun. Jest to popularne (jak dla mnie zbyt popularne) turystycznie miasto w Meksyku. Leży w północno-wschodniej części półwyspu Jukatan. Ale na początek trochę o Atlancie. Co prawda to był tylko port przesiadkowy, ale warto o nim trochę powiedzieć. Jest to największy obecnie port lotniczy na świecie. Posiada kilka terminali, pomiędzy którymi jeździ się specjalną kolejką. Obsługuje rocznie ponad 80 mln (słownie: osiemdziesiąt milionów) pasażerów rocznie. Dla porównania Okęcie to jakieś 9 mln. Dziś Atlanta obsługiwała nas 🙂

DSC_3747 DSC_3748Nie obyło się bez przygód. Nasz lot opóźnił się około godzinę ze względu na awarię jednej z maszyn. Ale w końcu wylecieliśmy i po ponad dwóch godzinach zobaczyliśmy zbliżający się w sposób nieunikniony, niczym mróz do Waszyngtonu (dziś było odczuwalne -29°C), Jukatan.

DSC_3755

DSC_3762Po wylądowaniu było już tylko lepiej. Poniżej nasz widok z okna 🙂

DSC_3766 DSC_3768 DSC_3764No i przyszedł czas na zmianę waluty.

DSC_3769

Amerykańskie dolary…

DSC_3770

…zastąpiły meksykańskie pessos

Właściwie całkiem się nie uwolniłem od dolarów bo wszędzie można nimi płacić (oczywiście przeważnie po bardzo niekorzystnym kursie). Najbardziej opłaca się zamienić walutę jeszcze na lotnisku, wychodzi sporo taniej.

Dzisiejszą noc spędzam na lagunie nad Morzem Karaibskim. Ma to swoje plusy (chciałem wymieniać, ale sobie daruję przez miłosierdzie dla wszystkich, którzy jutro założą kurtkę przed wyjściem z domu 😉 ), ale i minusy. A właściwie urozmaicenia.

DSC_3777

Ostrzeżenie: laguna jest miejscem bytowania krokodyli

DSC_3782

Oczywiście, jak każde sadzawkowe zwierzątka nie mogą być dokarmiane 😉 Ciekawe czy dotyczy to fragmentów turystów, którzy weszli w krzaki za potrzebą

Pierwsze lokalne piwko na świeżym powietrzu zaliczone 🙂

DSC_3781I pierwsze jedzonko na ulicy. Burrito z krewetkami (w końcu jesteśmy na lagunie). Pyszne i wcale nie takie ostre, choć odrobinę paliło. Całość dopełniał łagodny pomidorowy sosik w osobnej miseczce.

DSC_3797I choć okolica spokojna…

DSC_3775 DSC_3771To miasteczko tętni życiem.

DSC_3792 DSC_3791 DSC_3789 DSC_3788 DSC_3787No i mam pięknego nowego Dodge’a na cały tydzień 😀 Zamierzam objechać cały półwysep oraz najważniejsze ruiny starożytnych miast Majów. Nie obyło się również bez problemów – okazało się, że są problemy z moją kartą debetową. Napisałem do banku, zobaczymy czy dadzą radę je rozwiązać. Do tej pory nigdzie na świecie nie miałem żadnych kłopotów. Tak to już jest w podróży – czasem słońce, czasem deszcz.

Kolekcjonowanie doznań

Często tak właśnie wygląda zwiedzanie dużych, znanych turystycznie miast. Nie inaczej jest z Waszyngtonem. Oczywiście można poznawać miasto trochę inaczej, od mniej turystycznej strony, ale kiedy jest się gdzieś na chwilę, przelotem, wówczas „zalicza” się tzw. must see. Podczas takiego wyścigu z czasem lubię co jakiś czas się zatrzymać, podsumować przeżycia. I zapamiętać gdzie byłem i co widziałem. Jednym ze sposobów jest oczywiście fotoblog 🙂 Zbieram też pieczątki z ciekawych miejsc na mojej fladze, którą staram się mieć ze sobą.

DSC_3535Dziś do kolekcji doszło kilka nowych miejsc i doznań.

DSC_3532

Kapitol – siedziba władz

DSC_3704

Z lądowaniem na lodzie nawet rybitwy miały problem 😉

DSC_3709

Pomnik ku czci Waszyngtona

Jedno z najciekawszych muzeów – Historii Naturalnej. Pełne interaktywnych zabawek i gadżetów poszerzających wiedzę o świecie.

DSC_3633DSC_3575

Przy wejściu wita nas słoń naturalnych rozmiarów

DSC_3577

DSC_3630

Lew…DSC_3578

…żyrafa…DSC_3579

…i stara szafa. Właściwie ryba wielkości szafy. Stara – naukowcy uważali ją za wymarłą…60 MILIONÓW (!) lat temu. Wszyscy wiedzieli, że nie można złowić skamieniałości. Pewien rybak nie wiedział i złowił. Sensacja była na cały świat. No i oto ona!DSC_3584

Staroci było więcej.DSC_3586 DSC_3602

A tu też żyrafa tyle, że w wersji slim 😉DSC_3603

Król…DSC_3605

A tak je odkrywano.DSC_3606I nieco mniejsze.

DSC_3613

DSC_3614

DSC_3615

DSC_3616Niektóre można było potrzymać (pamiętacie – zwiedzanie wszystkimi zmysłami).

DSC_3621

DSC_3625A inne świeciły w ciemności. Konkretnie skorpiony i konkretnie nie one a białka w ich pancerzu i nie w ciemności, ale oświetlone światłem ultrafioletowym.

DSC_3617

I coś dla ludzi twierdzących, że rozmiar ma znaczenie 😉DSC_3607

No i ssaki – starsze…

DSC_3582 DSC_3581…i trochę młodsze.

DSC_3611 DSC_3610 DSC_3609 DSC_3608

Wygląda na to, że to Egipcjanie wymyślili dziury w skarpetkach. Teraz już wiesz komu podziękować 😉DSC_3604

Minerały i kamienie szlachetne, oraz meteoryty.

DSC_3588

Brylant – jakieś 60-70 karatów

DSC_3591

Model sieci krystalicznej kwarcu

DSC_3592

Czysta platyna

DSC_3595

Magnetyt

DSC_3598

Próbka skały radioaktywnej

DSC_3600

Kawałek marsjańskiej skały, którą można było dotknąć

Dalej czas na muzeum Indian.

DSC_3691

Kolekcja fajek

DSC_3692 DSC_3693Muzeum Historii Ameryki.

DSC_3545

I Ty możesz zostać prezydentem…o ile chcesz się użerać z Putinem

DSC_3541

Kolekcja plakatów wyborczych

DSC_3539 Narodowe Muzeum Sztuki.

DSC_3717 DSC_3716 DSC_3715 DSC_3714 DSC_3712Muzeum Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej.

DSC_3635

Badanie naprężeń w obciążanych elementach za pomocą filtra polaryzacyjnego.DSC_3641 DSC_3640

Kolejna rzecz z serii „jak będę miał syna” ❤DSC_3638 DSC_3637 DSC_3636

I kierowałem prawdziwym samolotem…tylko, że małym 🙂DSC_3642 DSC_3646 DSC_3647

Właśnie, jak?DSC_3648

Hak dokujący promu kosmicznego.DSC_3649 DSC_3655 DSC_3654

Kapsuły kosmiczne. Używane, ale w dobrym stanie 😉DSC_3652 DSC_3651 DSC_3650

A do skafandra wchodzi się przez plecak.DSC_3656

Skafandry – rosyjski i amerykański – sami zgadnijcie który jest który.DSC_3657 DSC_3658 DSC_3660

Autonomiczny robot układający klocki.DSC_3661 DSC_3671 DSC_3670 DSC_3667 DSC_3664

Kto zgadnie co to? Piszcie w komentarzach 🙂DSC_3663 DSC_3673

Za sterami lotniskowca. DSC_3678 DSC_3680 DSC_3681

Maszyna braci Wright.DSC_3682 DSC_3683

Księżycowy kabriolet.DSC_3685

Zegarek instant.DSC_3687 DSC_3689

Maszyna do hurtowego składania podpisów.

DSC_3549

A w międzyczasie pan grający na pojemnikach od farby i koszu sklepowym.

DSC_3632I pan znajdujący świetną miejscówę w te mrozy – dzięki temu zawsze ma 21 😉

DSC_3536 DSC_3738

DSC_3736 DSC_3727 DSC_3729  DSC_3721 DSC_3739

A no i mój obecny dom (do jutra).

DSC_3742 DSC_3744

Pamiętacie?

DSC_3746A w ogóle to mieliśmy tu śnieżycę.

DSC_3740Wszystkie oglądane dziś muzea to kolosy. Nie do obejrzenia w jeden dzień, może w tydzień.

Dydaktyczna strona stolicy

Na początek dopełnienie wczorajszego zachwytu. Fotoblog bez zdjęć jest jak…albo nie. Jest za późno i mógłbym napisać coś głupiego… Poniżej kilka obrazków z zachwalanego przed zachodem słońca Duohosteling’u. Dodam, że fotki zrobione po przebudzeniu 😉

DSC_3360

Nie, wcale nie szedłem w stronę światła. Raczej w stronę zapachu :d

DSC_3353

Mijając po drodze przytulne posiadówkowo

DSC_3358

By ostatecznie dojść do upragnionej kuchenki, gdzie pomocny acz milczący pracowniko-mieszkaniec smażył od 7.30 naleśniki. Przy okazji pozdrawiam pana w czapce. Ni to naćpany, ni to pijany zaczepiał wszystkich pod pretekstami wziętymi z kosmosu, tym samym wyrastając na maskotkę domu 🙂

DSC_3355

Z kuchni można wyjść na taras

DSC_3356

A z tarasu do kuchni 🙂

DSC_3354

W międzyczasie spalając zjedzone kalorie

DSC_3351

Wyjeżdżając trza zaznaczyć swoją obecność i pochodzenie

DSC_3361

I przybić żółwia recepcjoniście. Wspominałem już, że przed wejściem do hotelu trzeba zdjąć buty i po hotelu chodzi się na boso? A że nauczyłem recepcjonistę kilku polskich słów (dobra, jednego ale o wielu znaczeniach)

No to ruszamy w miasto. A konkretnie zmieniamy dzielnicę aby dostać się do słynnego ZOO. Plan – zobaczyć pandy. Są one gwiazdami internetu. Można je oglądać pod adresem:

http://nationalzoo.si.edu/animals/webcams/giant-panda.cfm

Myślę, że na bazie oglądalności tego show można by napisać niejedną pracę z socjologii (tak, są studenci zajmujący się TAKIMI rzeczami). Osoba mająca nawet blade pojęcie o statystyce z łatwością wyliczy, że istnieje wysoki współczynnik korelacji między oglądalnością pand a zbliżającą się sesją. Szczyt sesji i oglądalności często zbiegają się w czasie. Tak czy inaczej polecam bo jest to ciekawsze a na pewno bardziej pouczające niż codzienna ramówka TVP. No i nie zostawia takiego spustoszenia w umyśle.

Ale zanim pandy…

DSC_3400

Ibis

DSC_3403

Mandarynki

DSC_3401

yyy…takie żółte…

DSC_3409

Wolny wybieg (wylot?) dla ptaków

DSC_3410

I jego dalsza część

DSC_3412

Czerwonych jak widać wszędzie pełno

DSC_3423

Taa kolokwium…

DSC_3417

Ale jak na jutro??!!

DSC_3424

Lody każdy lubi 🙂

DSC_3427

Kłaniam się szanownym czytelnikom

DSC_3425

I żegnam

DSC_3432

I szpanerów nie brakuje

DSC_3444

Nie szata zdobi kręgowca

DSC_3438

Łona baj sam hasz? Gud prajs for ju!

DSC_3458

W mieście gdzie białych i czarnych jest po połowie, trzeba umieć się dostosować 😉

DSC_3457

Ciekawe czy bizon i żubr to to samo

DSC_3454

Hierarchia

DSC_3453

Zjazd SLD

DSC_3448

Obrady

DSC_3463

Czitaa

No i kolejna klatka z ciekawymi okazami…a nie! To już miasto 😛

DSC_3464 DSC_3465 DSC_3466 DSC_3467 DSC_3473 DSC_3472 DSC_3471 DSC_3470 DSC_3469DSC_3474 DSC_3477

No i muzea. Wybieram te ze znakiem Smithsonian – gwarancja jakości i bezpłatne wejściówki

DSC_3476

Historia ameryki

DSC_3478

Urządzenie do syntezy białek. O proszę!

DSC_3479

Kalkulator

DSC_3489

Kostka herbaty jako waluta – ja to rozumiem! 🙂

DSC_3482

Akcja „ratujmy pensówkę” – dwa pojemniki i oddajesz głos wrzucając jednopensówkę do jednego z nich

  Maszyny elektryczne DSC_3490 DSC_3481

Kultura masowa

DSC_3480 DSC_3491DSC_3492 DSC_3493

Środki transportu

DSC_3495 DSC_3506 DSC_3504 DSC_3502 DSC_3497 DSC_3494 DSC_3505DSC_3508 DSC_3509DSC_3511DSC_3512DSC_3513DSC_3514DSC_3515DSC_3517

Kuchnia typowej amerykanki

DSC_3518

Książka kucharska w kształcie otwieracza do puszek…albo…otwieracz do puszek w kształcie książki kucharskiej…hmmm

DSC_3520

Wszystko co najlepsze w kulturze USA – fast food

DSC_3521

Pisana mowa Bella

DSC_3519 DSC_3522  DSC_3524

Muzeum Historii Naturalnej oczywiście pod znakiem Smithsonian.DSC_3527DSC_3523

DSC_3528

Zamek „smithsoniański”

DSC_3530

Ogród rzeźby

DSC_3532

Kapitol

Kapita(o)lnie

W końcu! Pełna wolność i miasto, w którym nie czuję, że się duszę. Kapitol, stolica. Oficjalnie Dystrykt Kolumbii lub Waszyngton. Na początku polecam. Będę jeszcze polecał, a co! Jeśli ktoś z was zabłądzi kiedykolwiek do DC (nie, nie chodzi o prąd stały 😉 ), to polecam zdecydowanie zatrzymać się w Duo Housing (http://duohousing.com/). Świetna domowa atmosfera, przemili gospodarze, czysto, schludnie i tanio. No i 11th street – piętnaście minut spacerkiem do Białego Domu i całej reszty. Warto przyjechać nawet tylko dla odwiedzin w tym przybytku 🙂 Tak to już w życiu jest, że najlepsze rzeczy przytrafiają nam się przypadkiem. rezerwowałem wczoraj w nocy a dziś – proszę!

Zaczynamy spacer oczywiście od … (Białego Domu, Pomnika Linkolna, któregoś z muzeów powiecie, otóż nie!)

DSC_3165…od kawy w Pret’cie! Bez kawy żaden normalny człowiek nie zaczyna zwiedzania, hej no! 🙂

Dalej już standardowo…

DSC_3173

A niech nas zobaczą!

DSC_3180

Każdy ma swój środek przekazu

DSC_3186

Biały Dom – i tu też nas widzieli 🙂 A co!

DSC_3181

Popieram, niech mówi co myśli

DSC_3202

I od tyłu 🙂

DSC_3206

Ten jegomość dopiero zaczyna temat zwierząt

Jak to Ameryka – wszystko musi być wieelkieee.

DSC_3163

Olbrzymieee.

DSC_3164 DSC_3166

Niekończące się.

DSC_3167

Okazałe.

DSC_3168 DSC_3169 DSC_3174 DSC_3176

I robi wrażenie.

DSC_3196 DSC_3195

Mało kto wie, że obok Białego Domu jest dwa razy większy budynek ds. podatków 🙂 Barak mieszka raczej w Małym Domu 😉

DSC_3190 DSC_3197 DSC_3199 DSC_3201

Jak w Ameryce zdobyć przyjaciela. Wyciągnij paczkę chipsów i kandydat sam się pojawi.

DSC_3209 DSC_3219

Czapnie prezent i …

DSC_3221 DSC_3222

…już go masz…mało tego…

DSC_3225 DSC_3229

…bądź pewien, że zaprosi kolegów! I już masz grupkę przyjaciół 🙂

DSC_3234 DSC_3238 DSC_3240

God bless America?

DSC_3243

A do tej skrzynki wrzuciłem pocztówki. Oczekujcie!

DSC_3259 DSC_3258 DSC_3251 DSC_3246

Pomnik ku czci Waszyngtona.

DSC_3245

Memorium Jeffersona.

DSC_3262 DSC_3266 DSC_3270 DSC_3275 DSC_3285 DSC_3281 DSC_3280 DSC_3279 DSC_3276DSC_3350 DSC_3296

Memorium wojny w Korei i żołnierzy koreańskich.

DSC_3303

Pomnik Linkolna.

DSC_3304 DSC_3305 DSC_3308 DSC_3322 DSC_3318 DSC_3317 DSC_3313 DSC_3309 DSC_3324

Memorial II Wojny Światowej.

DSC_3325 DSC_3327 DSC_3330 DSC_3332

Bar u Ollii’ego. Polecam, klimat i smaczne jedzonko.

DSC_3342 DSC_3341 DSC_3338 DSC_3337 DSC_3336 DSC_3343 DSC_3345 DSC_3346 DSC_3348 DSC_3349

Na koniec dodam, że stolica jest głośna, ruchliwa, pełna turystów i kiczu, ale warto zobaczyć i wyrobić sobie własne zdanie.

Piękno w brzydocie

DSC_3057

Ostatni rzut oka na konferencyjną rzeczywistość

No i nadszedł ten czas kiedy trzeba coś za sobą zostawić. Konkretnie wygodne konferencyjne realia, bezpieczne mury Baltimore Convention Centre. Przygoda wzywa 🙂 Takie momenty zawsze sprawiają, że zaczynam odruchowo podsumowanie minionego czasu. Stojąc na zewnątrz BCC przeraziło mnie, że jedni ludzie odgradzają się od innych. Z głównej hali można przejść przez system korytarzy do kolejnych hal i do luksusowego hotelu. Można przejść właściwie w kapciach patrząc na całe zło tego świata, morderstwa i zbrodnie zza grubych szyb, idąc po miękkiej wykładzinie oświetlonej miękkim światłem. I tylko ochroniarze, od których się tu roi, jakoś tak dziwnie na nas patrzą. W końcu wiedzą jak wygląda świat na zewnątrz. My nie wiemy.

DSC_3062Oczywiście aby poznać miejsce gdzie się jest w pełni trzeba wyjść z hotelu, sali konferencyjnej. Wejść w miasto, poczuć je, posmakować. Porozmawiać z ludźmi i poznać ich życie codzienne. Dlatego bardzo lubię miejsca gdzie nic nie ma. Tzn. w mniemaniu ludzi, których zapytasz. W takie miejsca nie zapuszczają się turyści. Nie ma tam komercji. To jest właśnie smak miejsca, w którym jesteś. Zaczynamy!

DSC_3061

Pomnik George’a Hermana Rutha zwanego Babe, znajdujący się przed stadionem Oriole Park at Camden Yards

DSC_3072

Sklep kibica

DSC_3071

W sklepie można usiąść w wielkiej rękawicy basseball’owej

DSC_3064 DSC_3066DSC_3073 DSC_3070 DSC_3069 DSC_3068W sklepie kibica można kupić wszystko od bielizny przez kolczyki po papier toaletowy. Oczywiście z logo ulubionej drużyny.

Niedaleko stadionu znajduje się dom, w którym urodził się i mieszkał Babe Ruth. Obecnie w budynku mieści się muzeum, w którym zgromadzono sporo rzeczy związanych ze znanym sportowcem (w niektórym rankingach jest najlepszym sportowcem minionego wieku).

DSC_3083

Muzeum Babe Ruth

DSC_3082

W tej uliczce urodził się Babe Ruth

DSC_3107 DSC_3106 DSC_3105 DSC_3103 DSC_3102 DSC_3099 DSC_3093 DSC_3094 DSC_3096 DSC_3097 DSC_3098 DSC_3084 DSC_3089 DSC_3090 DSC_3092Za stadionem Oriolów wyrasta gigantyczne boisko do Rugby. Należy do drużyny Kruków z Baltimore.

DSC_3075

Nawet śmietniki nawiązują do miejsca, w którym są ustawione

DSC_3079DSC_3077 DSC_3076Po tych sportowych przeżyciach ruszyłem na spotkanie miasta. Nie chciałem tego pisać na początku bo staram się nie oceniać póki nie poznam. Im dłużej tu jestem tym bardziej się przekonuję, że Baltimore odpycha. Nie czuję się tu komfortowo. Nie chodzi o to, że nic tu nie ma. Są tajemnicze zaułki. Są piękne miejsca, które warto zobaczyć i odwiedzić. To coś głębszego, coś ukrytego pod tłustą i brudną skorupą, którą pokryte jest całe Baltimore. Czuje się tu jakieś zepsucie. Niemniej warto to zobaczyć i poczuć samemu.

DSC_3110 DSC_3112 DSC_3109 DSC_3108 DSC_3080 DSC_3063 DSC_3060A na obiad…

DSC_3113…krewetki w sosie Teriyaki 🙂 Pyyycha. A, tym samym wkroczyłem dziarsko do świata tych niebezpiecznych dzielnic Baltimore. Jeden z większych targów. Nie zdążyłem zamówić a już trafiłem na bójkę. Cóż…

DSC_3116

Targ od wewnątrz, przed chwilą miejsce bójki, o której za moment nikt już nie pamięta

DSC_3115Dosiadłem się do pewnego pana. Zaczęliśmy rozmawiać i ta rozmowa odwróciła zupełnie moją świadomość. Jak to jest, że czasem spotykamy ludzi, którzy uświadamiają nam, że nie jesteśmy panami świata. Nie był niemiły, czy niegościnny. Opowiadał o sobie, swoim podejściu do mniejszości, w tym „białej”. I nagle zdałem sobie sprawę, że to miasto należy do „czarnych”. Ja tu jestem obcym i jedyne co mogę to być przez nich zaakceptowanym lub nie. To ja jestem obiektem tolerancji społecznej. Biblioteka publiczna.

DSC_3143

Strefa dziecka

DSC_3130

Jedna z opuszczonych ulic. Okna zabite deskami

DSC_3147

Jeden z parków. Jak się postaracie do doliczycie się może z dziesięciu drzew

DSC_3144 DSC_3121 DSC_3122 DSC_3123 DSC_3124 DSC_3126 DSC_3127 DSC_3128 DSC_3129 DSC_3132 DSC_3133 DSC_3134 DSC_3135 DSC_3136 DSC_3137 DSC_3138 DSC_3140 DSC_3141 DSC_3142 DSC_3146 DSC_3151 DSC_3150 DSC_3149 DSC_3148 DSC_3152 DSC_3159 DSC_3160

Podróżoholizm

Jest to łatwa do zdiagnozowania i trudna do wyleczenia przypadłość. Jeśli siedzenie w domu powoduje u Ciebie wysypkę i „syndrom niespokojnych nóg” to pamiętaj – ludzie umierają w domu! Jest jedna metoda – ruszaj w podróż. Nie musi to być egzotyczny kraj oddalony o tysiące kilometrów od domu. Zabierz namiot (tak, w zimie!), śpiwór i ruszaj w góry czy nawet do lasu. Zabierz nóż, krzesiwo i jakiś susz do podgrzania. To może być wielkie miasto, jeśli taka jest Twoja pustynia. To naturalne, że potrzebujemy wyjścia na pustynię. I nie ma co się bać, trzeba spróbować samemu. Jeśli mówią Ci „nie jedź tam, jest niebezpiecznie” to może jest, ale sprawdź to bo najczęściej to mity. Życie trzeba przeżyć a nie przeegzystować. Prowadzący jednego z miliona programów rozrywkowych w lokalnej telewizji Maryland, powiedział przed chwilą „mam dla was dobrą wiadomość, od tygodnia nie było w Nowym Jorku żadnego morderstwa…hmm…poczekajmy aż śnieg stopnieje…”. Ale poważnie NY jest bezpiecznym miejscem o ile nie szukasz „przygody”. I dotyczy to całego świata. Jeśli traktujesz drugiego człowieka jak człowieka to raczej to odwzajemni. Jesteśmy trochę jak lustra odbijające spotykanego człowieka. Lubię co jakiś czas robić eksperyment. Idę ulicą i uśmiecham się do przypadkowo spotkanych osób (dobra, głównie dziewcząt 😉 ). Wierzcie lub nie ale większość odwzajemni uśmiech. Co najlepsze, możecie powtórzyć ten eksperyment. Piszcie w komentarzach o wynikach 😉 Dotyczy to każdego dobra. Ale niestety i zła. Jeśli jesteś dla innych gburem, niestety większość odpowie tym samym. Ale co z tym podróżoholizmem. Większość psychologów powie wam, że chęć podróży to nie zawsze chęć dążenia DO. Często jest to ucieczka OD. Trzeba to w sobie rozpoznać. Jeśli bardziej cieszysz się z opuszczenia domu niż z osiągnięcia celu podróży to może nie wszystko masz poukładane. Jeśli wynika to z ciekawości świata to pewnie też jesteś niepoukładany, ale nie walcz z tym. Taki jesteś 🙂

Kiedy już wyjdziesz z domu i zaczniesz podróż to często pojawia się syndrom odstawienia. Niektórzy zwą go „tęsknotą za domem”. Jest to stan przejściowy i każdy podróżnik ma inny sposób aby sobie z nim poradzić. Może to być modlitwa, rozmowa z bliskimi, o ile jest taka możliwość, słuchanie ulubionej muzyki lub konsumpcja. Ja dziś postawiłem na tą ostatnią opcję 😉

Pierwsze kroki po wejściu do BCC skierowałem do znanej kawiarni z gwiazdą w nazwie. Jeśli kiedykolwiek byliście w Ameryce to wiecie, że dostanie innej kawy niż tzw. regular (przeparzony płyn z ekspresu przelewowego) graniczy z cudem. Nikt nie pije tu nic innego. Kiedy trafiłem do celu (na drugi koniec tego olbrzymiego budynku) okazało się, że jest mega kolejka. Ponieważ jet lag daje mi się coraz mocniej we znaki a stanie w kolejce nie wymaga myślenia – stanąłem po upragnione espresso. Podszedłem, zaczekałem grzecznie aż pan zmieni rolkę papieru w kasie (też macie tak, że zawsze na was musi trafić?) i zamówiłem flat white. Kiedy dostałem gorący kubek do rąk załączył mi się syndrom prezentu. Jeśli kiedykolwiek dostaliście jakiś podarunek to znacie to uczucie tuż przed otwarciem. Jest nawet przyjemniejsze niż wszystko co następuje potem. Stoję tak i wącham, patrzę i podziwiam (papierowy kubek może być dziełem sztuki). I pierwszy łyk jak złoty strzał dla heroinisty. Gorąca energia w płynie obdarzona niepowtarzalnym aromatem. Żaden regular tego nie zastąpi. Poparzony język to żaden koszt. Przepełniony energią (no dobra, poranna rozmowa z bliskimi też pomogła…ale to espresso…) zagadywałem, pytałem o wszystko na sesji posterowej, uśmiechałem się do ludzi. W przerwie poszedłem na miasto i znalazłem bardzo klimatyczna knajpkę prowadzoną przez starszego Greka z rodziną.

DSC_3043

DSC_3048Jakby ktoś był kiedyś w downtown Baltimore niedaleko wydziału medycznego Uniwerku Maryland to warto wstąpić.

DSC_3051Warto poczuć atmosferę bo pan zrobił sobie w tej klitce małą Grecję 🙂

DSC_3052

I na koniec dwie szybkie fotki z nocnego downtown.

DSC_3045 DSC_3037 DSC_3039

 

Słodka nieświadomość „sugar free”

Na początku chciałbym pozdrowić Badziulę i wszystkich regularnie czytających, którzy pragną być pozdrowieni 🙂

Dziś krótko bo wpadłem na chwilę i zaraz lecę na jedną z atrakcji każdej konferencji – soszial iwent. Każdy to lubi – studenci bo jest darmowe jedzenie i picie do woli, starsi profesorowie bo młode studentki zabiegają o ich atencję i organizatorzy bo można pokazać swoje zdolności i jakość konferencji oraz jest to jedna z głównych rzeczy, które zostają w głowie po powrocie (pozdrowienia dla organizatorów ICBS 😉 ). Przed imprezą jest wykład Klausa Schultena – gwiazdy pokroju Madonny w świecie modelingu (molekularnego a nie show biznesowego). Ale o co chodzi w tytule? Otóż ile razy jestem w Ameryce Północnej, zwłaszcza w ułesa, zastanawia mnie naiwność ludzi. A może to nie do końca jest naiwność. Może z udawaną niewiedzą i nieświadomością żyje się łatwiej. Wielkim problemem krajów bogatych jest otyłość. Podobnie jest tu z tym, że mało kto chce to oficjalnie zauważyć. Jeśli się poobserwuje ludzi, posłucha ich rozmów to często można zauważyć zasadę „dobra, ważę 200 kg i ledwo mieszczę się w drzwi, ale popatrz na tamtego, ten to dopiero waży ze 230 kg”. Za wszystko obwinia się cukier i tłuszcz tak jakby tycie można było przedstawić prostą zależnością – dużo cukru i dużo tłuszczu = dużo kilogramów w pupie. Oczywiście zbijają na tym kasę firmy produkujące wszelkiego rodzaju substytuty wspomnianych winowajców bądź produkty ich nie zawierające (za to zawierające mnóstwo chemii wiążącej, nadającej konsystencję, smak, zapach oraz wygląd).

DSC_2963

Coś na tęsknotę – whooper, piwo korzenne, krążki cebulowe i ciastko z masła orzechowego (i innych 64 składników)

DSC_2974

Klaus Schulten

DSC_2973

Klaus Schulten i miliard ludzi, którzy chcą być tak sławni jak on

Takie mleko na ten przykład (kontynuuję temat żywności a Klausa Schultena wrzucam jako dowód, że dotarłem na wykład). Raz tylko miałem do wyboru pełne, natomiast zawsze dostępne jest bez tłuszczu ewentualnie 2% a w najlepszym razie pół na pół. Czapnąłem raz takie bez tłuszczu i zalałem płatki. Z wyglądu przypominało wodę, w której dziecko wymaczało pędzle po malowaniu nieba farbkami wodnymi. W sumie mogło tak być bo smak potwierdzałby moją hipotezę. Do posłodzenia kawy dają do wyboru pięćdziesiąt słodzików. A teraz najlepsze. Przychodzi sobie taki zorientowany na zdrowie członek społeczeństwa 50+ (tym razem nie chodzi o wiek a o masę noworodka), bierze kawę i co robi? No przecież wmówiono mu, że może słodzić ile chce bo to nie cukier. No to wsypuje pięć saszetek i ma spokojne sumienie. Albo bierze chipsy o obniżonej zawartości tłuszczu (z masą soli), odcukrzoną Colę i siada przed telewizorem aby obejrzeć ulubiony serial. I dziwi się, że tyje. Przecież prawie nie je cukru ani tłuszczu… A że po bułki jedzie 50 metrów samochodem, to już ciężko skojarzyć z faktem, że pupa się nie mieści w fotelu. Inną kwestią jest przetwarzanie żywności. Specjalnie policzyłem dziś składniki ciastka, które wziąłem w Burdel Kingu. Zgadnijcie z ilu składników składa się ciastko. 10? 20? Otóż 65 (słownie sześćdziesiąt pięć)! W tym takie egzotyczne przyprawy jak redukowane żelazo, cytryniany, benzoesany i inne. Pamiętam takie bułki, które dawali nam na śniadanie w Los Angeles (kiedyś opiszę tamtą wyprawę bo warta jest opisania). Były podobnie wyposażone chemicznie, więc nazwaliśmy je „mendelejewki”. I jeszcze takie ciastko nazwą „domowe” albo „babci”. Nie pamiętam aby którakolwiek z moich babć miała żelazo redukowane w kuchni…

Kontynuując temat jedzenia, jego obecność wywołuje ciekawe zjawisko. Dyfuzję zgodnie z gradientem w kierunku od zerowej zawartości pożywienia w kierunku do pełnych stołów.

DSC_2979

Dyfuzja kierunkowa od pustej sali wykładowej…

DSC_2981

…przez puste korytarze…

DSC_2983

…do sali pełnej jedzenia 🙂

Ja też się skusiłem na małe co nieco 😉

DSC_2988

Lody ze wszystkimi możliwymi dodatkami.

DSC_2989

Niesamowite sery (uwielbiam ❤ )

DSC_2990

I zagryzłem precelkiem 🙂

Zespół grał aktualne przeboje i powiem szczerze – dawał radę. Niektóre wykonania były lepsze od oryginału.

DSC_2994 DSC_2993

DSC_3010

A tu pani śpiewaczka będąc nagrywaną postanowiła zamienić rolę. Tylko ja nie śpiewałem 😉

Można było sobie też zrobić zdjęcie 🙂

DSC_3036

Zgadnijcie kto nam kibicuje 😉

DSC_2980

Na koniec spacerek. A bo w ogóle to dziś spadł grad. I właśnie pada. Zobaczymy co się rano okaże.

DSC_2961

Reklama kłamie nie tylko jeśli chodzi o żywność

DSC_3035 DSC_3032 DSC_3028 DSC_3025 DSC_3012 DSC_3019 DSC_3023 DSC_3021

I już na zupełny deser, aby nie było, że udaję i zmyślam a nawet użalam się nad sobą. Moja prawa i lewa ręka jako próbka spuchniętych elementów mnie. Uwaga scena zawiera elementy powszechnie uważane za drastyczne i nie powinna być pokazywana małym dzieciom.

DSC_2970 DSC_2968

Piernikowy Bóg

W życiu faceta bywają takie momenty, w których stwierdza, że czas na zmianę, na zakończenie związków które do niczego dobrego nie prowadzą. Nawet jeśli spędziło się razem kilka nocy, po których ślad pozostanie na długo. Ja doszedłem do takich wniosków dziś rano, leżąc w ciemnym pokoju i rozmyślając jak rozwiązać ten problem. Tak! Dzielę pokój z pchłami! I to nie jakąś jedną zabłąkaną, to cała dobrze zorganizowana armia (chciałoby się powiedzieć, że lepiej niż polska, ale się powstrzymam). Co gorsze całkowicie przegrałem z nią starcie i całe ciało mam pogryzione, jestem spuchnięty i muszę się pilnować aby nie drapać bo cholernie swędzi. Dziś pójdę spać wypsikany środkiem na owady (miał starczyć na Meksyk :/ ). Spsikałem też łóżko – who’s the boss? 🙂

A ponieważ jest niedziela postanowiłem poszukać jakiegoś przybytku świątynnego.

DSC_2912

Taka zagadka – chcesz zobaczyć dokąd zmierzam, spójrz gdzie zbiega się perspektywa 🙂 Do wygrania: wiedza o celu mojej porannej wyprawy 😉

Droga była metaforyczna bo podczas niej mijałem świątynie innych wyznań.

DSC_2913

Luteranie

DSC_2920

Konsumpcjoniści. Swoją drogą po drugim śniadaniu w tym hotelu tez przestałem w to wierzyć – a w ogóle to fałszywa droga

DSC_2919

…a nawet siedzibę biskupa. Co ciekawe w budynku, będącym własnością policji 🙂

Aby w końcu trafić do kościoła faktycznie katolickiego (tak jak to mówił pan w recepcji), ale Baptystów.

DSC_2930Msza w zasadzie katolicka, ale jakby wykonanie nie to. Na początku wiernych przywitała pani prowadząca chór (wesołym „Good morning!”) – jak się później okazało tradycyjnym bo nawet ksiądz tak właśnie powitał swoją trzódkę. Skoro jesteśmy już przy księdzu to warto mu poświęcić chwilę. Wyobraźcie sobie, że siedzicie w tłumie oczekującym na Boga i nagle wychodzi potężny starzec z obfitą brodą, podpierając się drewnianym kijem… Takie połączenie ZZTop i Mojżesza u kresu swych dni. Serio, tak go sobie wyobrażam. Właściwie temat Mojżesza moglibyśmy zamknąć bo jego udział w mszy był delikatnie mówiąc bierny. Po przywitaniu (nieśmiertelne „Good morning!”) usiadł na środku i wyglądał jakby przysnął (może tak się zasłuchał, ale z otwartą buzią i głową opadniętą do tylu?). To że wierni czytali – ok, ale że „cywil” głosił kazanie to już zupełnie dziwne. Plus tylko i wyłącznie cywile (diakoni?) wydawali Najświętszy Sakrament. I tu znowu małe zamieszanie bo nie za bardzo wiedzieli co ze mną zrobić jak odmówiłem przyjęcia Ciała Boga do rąk. Za to z krwią poszło jak z płatka 😉 No i pierwszy raz spożywałem komunikant wykonany z tak dziwnego ciasta. Taki razowy piernik. A no i krew z kielicha a nie przez proste zanurzenie. Mam nadzieję, że nie stanę się przez to neonem 😮

DSC_2922

Fajna sprawa warta podpatrzenia – obok ołtarza siedzie pan, który tłumaczy wszystko co się dzieje na język migowy. Nawet pieśni!

Po mszy tradycyjny poczęstunek. Poznałem kapłana osobiście – okazało się, że wraz z kumplem (zdjęcie poniżej) był w Polsce. Ba! Nawet w Toruniu. A kumpel zajmuje się teatrem i miał wykład na KULu i nawet poznał rektora 🙂

DSC_2924 DSC_2925

Rozdałem też parę pocztówek z Toruniem, które zawsze mam ze sobą na wszelki wypadek. Do kościoła przychodzi sporo bezdomnych. Organizuje się dla nich różne zajęcia, np. dziś był sprzątanie okolicznego parku. Jak posprzątają, popracują i zapracują to dostają paczki z żywnością i artykułami potrzebnymi do życia. I żaden nie ucieka od pracy, mają swoją godność, kulturę a na takie prace zjawiają się tłumy.

DSC_2931 DSC_2921

Później krótki spacerek po mieście…

DSC_2936

Jeszcze tylko makijaż i do roboty

DSC_2939

Port za dnia

DSC_2942

World Trade Center

DSC_2946

Się paliło…

DSC_2947

…ale dzielni strażacy ugasili

DSC_2950

Chcieli więcej zdjęć

DSC_2949

Z dedykacją dla Kuby G. 🙂 Ciekawostka: ten samochód prowadzi dwóch kierowców

DSC_2952

Koniec akcji

DSC_2934DSC_2937DSC_2943DSC_2944DSC_2945…i na konferencję.

DSC_2956

Jedna z zalet konferencji – miliardy gadżetów! 😀 Wzbogaciłem się o dwa pendrajwy, milion siatek płóciennych o różnych kształtach i funkcjonalnościach, miliardy długopisów, koszulkę, nalepki, dużo śmiesznego badziewia, którego przeznaczenie muszę sprawdzić, trochę wiedzy i kontaktów

DSC_2953

Jedna z sekcji sesji posterowej

DSC_2954DSC_2957A na kolację smakołyki lokalnej kuchni.

DSC_2906Z tyłu opakowania tych „ręcznie robionych” czipsów jest historia powstania. Babcia dzisiejszego menedżera i pan Bil Utz smażyli onegdaj ziemniaki dodając do nich soli jak były jeszcze ciepłe. Później przenieśli się za stodołę, gdzie mieli już automat. Firma się rozwijała i rozbudowywała aby stał się tym czym jest dzisiaj. Ale pomimo zmian „wciąż smażą ziemniaki z taką samą dumą jak niegdyś babcia [menedżera – przyp. autora]”. I że mają nadzieję, że nam taka przyjemność sprawia jedzenie jak im smażenie. Z dumą smażą ziemniaki! Od 1921 roku! Z dumą i radością! Ech, esencja Ameryki…